SosnArt
| dodane: 07.03.2011 g.15:09 | drukuj
Troll przy klawiaturze
Stary toko od dziesięcioleci zmuszony był racji zawodu uczestniczyć w rozmaitych zebraniach, spotkaniach, debatach, słowem w imprezach, na których różni ludzie spotykają się by pogadać. Zawsze, ale to zawsze na takich spędach - zwłaszcza, gdy były to debaty otwarte - znalazł się wśród publiczności osobnik, czasem kilku, którzy porwawszy mikrofon (jeśli był) zabierali, jak się to mówi, głos i pletli byle co, przeważnie nie na temat i do tego pokrzykiwali na organizatorów, prelegentów, innych uczestników zebrania albo zgoła na nieobecnych. Wykładali swoje racje w słowach dosadnych i zupełnie nieprzystających do charakteru spotkania. Czasem udało się takiemu krzykaczowi mikrofon odebrać, częściej wysłuchiwało się skandowanej kwestii do końca z nieskrywanym cierpieniem na twarzy. Tacy uczestnicy potrafili skutecznie popsuć atmosferę, znudzić lub rozgniewać, jednym słowem zepsuć zabawę. O ile oczywiście debatę można nazwać zabawą.
W każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną społeczność ludzka tworzyła podstawowe normy postępowania i zachowań w różnych sytuacjach. I w każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną znajdowali się tacy, którzy takich norm nie przestrzegali, łamali je z premedytacją i złośliwą miną. Chyba, że groziła za to gilotyna albo przynajmniej wzięcie po pysku. Wtedy byli grzeczni.
Nowinki techniczne, nowe media, nowe sposoby komunikowania się między ludźmi i oczywiście wszechobecne demokratyczne przyzwolenie wyzwalają w takich typach złudne mniemanie, że zachowają anonimowość, że wolno już o wiele więcej, że można bezkarnie lżyć, łgać, rzucać idiotyzmami i tak zwanym mięchem. Okazuje się jednak, że poszerzająca się wciąż społeczność internautów wypracowała już między sobą elementarne normy postępowania, stworzyła zręby zachowań zgodnych z etyką i podstawami savoir-vivru. Są to różne etykietalne szczególiki, ale są też sprawy poważniejsze.
Na przykład trollowanie. Termin nie tyle ma związek z umiarkowanie sympatycznym skądinąd stworem ze skandynawskich gór, co z angielskim terminem trolling for Fish, ale brzmi ładnie. Otóż troll to osobnik ogarnięty skrajną megalomanią, manifestujący wysoce pogardliwy stosunek do innych osób, zabiera głos w dyskusji nie dlatego, że ma coś do powiedzenia na temat, ale po to, by innym dokuczyć, spostponować kogoś, obrazić, zelżyć, a przede wszystkim wyeksponować siebie, swoje rozdęte ego i rzekome walory. Osoba trollująca reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia, jak i na agresywne, prowokowane przez siebie zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i pozwala pruć się dalej. Troll „syci” się sporem dla samego sporu. Im więcej osób wpadnie w jego sidła i odpowie na jego post, tym bardziej wydaje się zadowolony. Często występuje powielając sam siebie podpisując się raz na przykład jako „Tola”, zaraz potem „Kaloryfer”, czy jakiś inny „Grzejnik”.
Trollowanie uznaje się powszechnie za zachowanie wysoce nieetyczne, wręcz chuligańskie. Jest więc piętnowane i zwalczane. Ale jak to robić? Najprostszym i zdaje się najskuteczniejszym wyjściem jest ignorowanie obecności trolla, nie reagowanie na zaczepki, traktowanie go jak falę zepsutego powietrza, która minie za chwilę, gdy świeży wiaterek przewieje.
Jak wszędzie tak i w naszym grajdołku trolle występują. Proponuję zabawę: demaskujemy te typki. Oczywiście nagród dla zwycięzców, ani też publikacji wyników nie przewidujemy. Musi nam wystarczyć święty spokój.
toko