Piątek 18/05/2012 · Imieniny obchodzą: Alicja, Feliks, Eryk
esosnowiec.pl
| dodane: 18.08.2011 g.09:41 | drukuj

Pomoc dla elit…

Kazimierz Karolczak
(...) Każdy jest w stanie sprawdzić mój dorobek. On nie do końca jest bezpośrednio związany z regionem, ponieważ do 2010 roku pracowałem w biznesie. W tym czasie politykę partyjną prowadziłem lekko z tyłu ze względu na brak odpowiedniej ilości czasu. W tej chwili poświęciłem się już tylko polityce. Uważam, że doświadczenie wyniesione z biznesu zaprocentuje. Jeśli tylko uda się je przenieść na grunt polityki, to byłbym zadowolony."

O elitach politycznych Zagłębia i szansach dla regionu rozmawiamy z Kazimierzem Karolczakiem, liderem zagłębiowskiej listy wyborczej Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Mówi się o Panu, że jest „człowiekiem Napieralskiego". To dla Zagłębia dobrze, czy nie do końca?

To nie ważne czy jestem człowiekiem Napieralskiego, czy innego przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Istotne żebym był w stanie walczyć o region w ważnych dla niego sprawach. Obecnie są one zaniedbywane. Jestem przekonany, że mój dobry kontakt z przewodniczącym Grzegorzem Napieralskim pozwoli tę sytuację poprawić.

A czy temu „dobremu kontaktowi" zawdzięcza Pan pierwsze miejsce na liście wyborczej SLD?

Skarbnikiem partii nie zostaje się tylko dlatego, że jest się człowiekiem przewodniczącego. Podobnie sekretarzem rady wojewódzkiej. Oba te stanowiska zawdzięczam jednogłośnemu głosowaniu. To powinno mówić samo za siebie.

Czy Zagłębie Dąbrowskie ma elity polityczne na miarę swojego potencjału?

Reprezentacja regionu w parlamencie to na pewno jakieś elity polityczne. Pytanie tylko czy są one mocne, czy słabe...

A jakie są?

Według mnie przydałaby się im pomoc.

Pana pomoc?

Mam nadzieję, że tak. Mam w zwyczaju realizować cele, które przed sobą stawiam. Wyniosłem tę cechę z biznesu. Jeśli bowiem ktoś uparcie dąży do realizacji zamiarów, to prędzej czy później one się dzieją. Odnoszę wrażenie, że parlamentarzystom z naszego regionu takiej determinacji i woli walki brakuje. Jakby odpuścili. Nie wiem dlaczego.

Jak Pan zauważył na swojej stronie internetowej, w kluczowych sprawach dla regionu, takich jak chociażby budowa trasy szybkiej kolei, żaden z posłów nie zadał pytania ani nie napisał interpelacji. W swoim „sprawdzaniu" rywali jest Pan dość surowy. Z wyjątkiem posła Witolda Klepacza. Partyjna kurtuazja?

Pewnie coś w tym jest, choć z drugiej strony bardzo doceniam starania Witolda Klepacza pod kątem ciężkiej pracy.

Jak do tej pory układała się Pana współpraca z posłem Klepaczem?

Różnie. Raz pod górkę, a raz z górki.

Pytam dlatego, że Pan, będąc bardzo wysoko w partyjnej hierarchii, mógł mieć wpływ na to, aby ta współpraca zaowocowała korzyściami dla regionu.

Obecną pozycję zajmuję od niedawna. Zaledwie kilka miesięcy.

To niewystarczająco długo? Nie można było wspólnie zadziałać?

Pewnie tak. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że mamy obecnie końcówkę kadencji. Nawet jeślibyśmy zgłosili projekty, to i tak wypadłyby one z cyklu legislacyjnego. Pomysły trzymamy na nową kadencję. Wtedy będzie czas.

„[...] Gdy pytam, czy sprawa Barbary Blidy nie jest dla niego przestrogą przed PiS, odpowiada, że choć pochodzi ze Śląska jak Blida, to gdyby była taka konieczność, SLD pewnie by taką koalicję zrobił. Trzeba by było tylko odsunąć Kaczyńskiego od resortów siłowych". To cytat z „Gazety Wyborczej", która przedstawiała w „Dużym Formacie" Pana sylwetkę. Ma Pan problem z identyfikacją regionalną?

Ta wypowiedź nie do końca została dobrze zapisana. Zwróciłem uwagę, że pochodzę z Zagłębia, a nie ze Śląska. Nie mam kłopotu z identyfikacją regionalną. Jestem bardzo związany z Zagłębiem. Tu się urodziłem i zdobyłem wykształcenie. Mieszkanie przez pewien czas w Warszawie pozwoliło natomiast zdobyć doświadczenie, które teraz bez przeszkód można do nas importować.

Jaki jest najważniejszy problem Zagłębia Dąbrowskiego?

Brak siły przebicia. Mimo tego, że mamy liczną reprezentację posłów Platformy Obywatelskiej, to mimo ich szczerych chęci, nie widać efektów. Nie byli w stanie przebić się we własnej partii i to skutkowało brakiem korzyści dla regionu.

Sprawdza Pan póki co swoich rywali. Nie obawia się Pan takiego samego pytania z ich strony? Co Kazimierz Karolczak zrobił dla regionu?

Nie obawiam się. Każdy jest w stanie sprawdzić mój dorobek. On nie do końca jest bezpośrednio związany z regionem, ponieważ do 2010 roku pracowałem w biznesie. W tym czasie politykę partyjną prowadziłem lekko z tyłu ze względu na brak odpowiedniej ilości czasu. W tej chwili poświęciłem się już tylko polityce. Uważam, że doświadczenie wyniesione z biznesu zaprocentuje. Jeśli tylko uda się je przenieść na grunt polityki, to byłbym zadowolony.

Prasa nazwała Pana „nadzieją polskiej lewicy". Proszę przekonać wyborców, że tym razem kupując przysłowiowego kota w worku, otrzymają jakość gwarantującą pewien przyzwoity standard.

To jest trudne pytanie. Zawsze bowiem łatwiej poznać kogoś po działaniu, a nie wnioskować o nim jeszcze zanim cokolwiek zrobi. W tej chwili świadczą o mnie referencje wielu osób, na czele z przewodniczącym Napieralskim, który zaufał mi powierzając pierwsze miejsce na liście. Elita polityczna regionu powinna natomiast poszerzyć się o ludzi, którzy wiedzą jak działać dla jego dobra.

Rozmawiał: Arkadiusz Kaczor

Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas