Gazeta Sosnowiec
| dodane: 02.11.2011 g.17:38 | drukuj
Zaciskanie pasa nie obejmuje gabinetu pani burmistrz
Szesnaście zasad oszczędzania ciepła autorstwa burmistrz Teresy Kosmali trafiło już do wszystkich miejskich instytucji. Radni mówią, że oszczędzać mają wszyscy, tylko nie najwyższa władza, która zafundowała sobie remont gabinetu
W sezonie grzewczym wszyscy chcą mieć ciepło, ale oznacza to też wysokie rachunki. I nad tym, jak grzać z głową, pochyliła się pani burmistrz. Jak przyznaje, wystarczyło 20 minut, by na kartce wielkości A4 zanotować szesnaście zaleceń na ten temat. - Znam się na tym, bo sposobów na oszczędzanie szukałam już w poprzednim sezonie grzewczym - przekonuje.
Zasady w formie polecenia służbowego trafiły do placówek oświatowych, spółek miejskich i zakładów budżetowych.
Wśród zaleceń znalazł się m.in. zakaz wentylacji pomieszczeń. Można co prawda otworzyć okno, ale tylko na kilka minut, pamiętając jednocześnie o wcześniejszym zakręceniu wszystkich grzejników. Pracownicy powinni też „stosować się do obsługi zaworu kaloryfera wg instrukcji obowiązującej w tej sprawie w danej jednostce”, na bieżąco sprawdzać, czy ciepło nie ucieka np. przez okienko na klatce schodowej i czy zamontowane w drzwiach samozamykacze na pewno działają jak trzeba.
Burmistrz podkreśla również, że odpowiedzialność za przestrzeganie zaleceń spada na wszystkich pracujących w danym pomieszczeniu. Nie będzie więc tłumaczenia, że to kolega z dłuższym stażem pracy zapomniał o wyłączeniu światła lub grzejnika.
Dyrektorzy, prezesi i kierownicy dostrzegają konieczność oszczędzania i zgadzają się z panią burmistrz. Niektórzy jednak nie do końca stosują się do zaleceń. - Wietrzę w ten sposób, że zakręcam wszystkie kaloryfery, a okno otwieram, gdy na dwie godziny wyjeżdżam w teren. Zamykam je zaraz po powrocie - mówi Zofia Malczewska, prezes Czeladzkiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego.
W części jednostek, do których trafiły zasady oszczędzania, martwią się, czy sprostają wszystkim wymaganiom. - Przez kilka minut można wietrzyć małą salę, duża potrzebuje więcej czasu. Oszczędzać będziemy, ale mając na uwadze dobro dzieci. Przedszkole to nie fabryka guzików - mówi dyrektorka jednego z czeladzkich przedszkoli. I prosi na wszelki wypadek o anonimowość.
Spisanym przez burmistrz zasadom przyjrzeli się radni. Jeden z nich ogłosił, że zostały spisane wtedy, gdy w gabinecie akurat trwał gruntowny remont: wymieniono podłogę, oświetlenie, pomalowano ściany, wstawiono nowe meble.
- Pani burmistrz na odświeżenie swojego gabinetu wydała około 22 tys. zł, z czego 4 tys. zł tylko na projekt aranżacji wnętrza. Czy do wstawienia kilku mebli do jednego pokoju naprawdę potrzebny jest architekt? - dziwi się radny Kamil Kowalik i proponuje, aby sprawą zajęła się komisja rewizyjna. - Zaciskanie pasa wydaje się szczytem obłudy w momencie, gdy lekką ręką wydajemy pieniądze gminy - uważa radny.
Burmistrz Kosmala nie zgadza się z radnym. - W gabinecie zamontowaliśmy żarówki energooszczędne - mówi. Dodaje też, że remont był konieczny, bo ścian nikt nie malował od trzech lat, a parkiet i meble były już mocno zniszczone. - Prace wykonaliśmy własnymi siłami, ściany malował nasz pan „złota rączka” - zaręcza Kosmala.
O poważnym podejściu do sprawy oszczędzania może też świadczyć to, że meble z gabinetu pani burmistrz nie wylądowały na śmietniku. - Trafiły do pokoju kierowniczki wydziału promocji. Są całkiem dobre - mówi Paweł Osika, pracownik tegoż wydziału.
Milena Nykiel