Piątek 18/05/2012 · Imieniny obchodzą: Alicja, Feliks, Eryk
Gazeta Sosnowiec
| dodane: 14.03.2011 g.17:50 | drukuj

Drogowcy się pospieszyli, kierowcy jadą pod prąd

W Czeladzi tuż przed nadejściem zimy pozmieniano zasady ruchu na ruchliwym skrzyżowaniu pod szpitalem. - Drogowcy tak się pospieszyli, że nie ma już śladu po oznakowaniach na jezdni, ludzie jeżdżą pod prąd, a zamieszanie jest większe niż kiedykolwiek - skarżą się czeladzianie.

Na ul. Szpitalnej pod lecznicą panuje wielki ścisk. - Zaparkowane samochody zasłaniały widoczność i przy wyjeździe ciągle dochodziło do stłuczek - wspomina Andrzej Oleś, dyrektor szpitala ds. organizacyjnych.

W dodatku pod koniec roku obok postoju taksówek zaczął zatrzymywać się autobus linii nr 988 i władze postanowiły zaprowadzić nowe porządki: ulica będzie jednokierunkowa. We współpracy z powiatowym zarządem dróg i policją nakreślono nowy projekt skrzyżowania i w ostatnich dniach listopada Miejski Zarząd Gospodarki Komunalnej zabrał się pilnie do pracy. Obok starych linii na asfalcie pojawiły się nowe, a na tymczasowych podstawkach ustawiono kilka znaków, z najważniejszym dla bezpieczeństwa - zakazem wjazdu w ul. Szpitalną.

- Linie na asfalcie nanieśli chyba farbą emulsyjną do malowania mieszkań! Najpierw stare linie myliły się ludziom z nowymi, były skargi i potem zlikwidowali te stare. Ale kiedy zeszły śniegi, okazało się, że nowe linie też poznikały! I teraz nie ma już żadnych - opisują mieszkańcy.

W MZGK urzędnicy wstydzą się podać nazwiska i przyznają, że nie wyszło im tak, jak myśleli, ale nie widzą wielkiego problemu: - Dosłownie na drugi dzień po pomalowaniu jezdni spadł śnieg i chwycił mróz. Farba nie przykleiła się do podłoża - drogowcy są zdania, że to i tak nieważne: winni są kierowcy, przez 30 lat nauczyli się pokonywać skrzyżowanie tylko w jeden sposób, nie patrzą na znaki przy drodze i jadą na pamięć. - Gdyby mogli, jeździliby po szpitalnych schodach - słyszymy w MZGK.

Krzysztof Niebylski, komendant Staży Miejskiej w Czeladzi, przyznaje, że ludzie bywają niesforni. - Kiedyś kierowca autobusu zaalarmował nas, że kobieta wjechała tam pod prąd, jedzie prosto na niego i jeszcze wygraża zza szyby, że autobus ostrzegawczo miga światłami - mówi. Zauważa jednak, że skrzyżowanie przebudowano na chybcika i robót nie dokończono, jak należy: - Nie chcę oceniać, dlaczego tak się stało, ale rozumiem, że kierowcy są zdezorientowani. Odczuliśmy to na własnej skórze, bo od zmiany ruchu bez przerwy musimy tam jeździć na interwencje.

Pretensjami czeladzianie tak długo bombardowali magistrat, że gdy trochę się ociepliło, drogowcy znowu przystąpili do pracy. - Właśnie powiększamy wysepkę, żeby nikt już nie wjeżdżał pod prąd. I żeby nie parkowano samochodów w martwym polu na środku skrzyżowania, bo to też się nagminnie zdarzało Pionowe znaki przysuniemy bliżej jezdni. Ale nimi zajmiemy się dopiero po namalowaniu linii poziomych. Na nowo. Wszystko będzie, jak trzeba - zapowiadają w MZGK.

Dlaczego nie udało się od początku dobrze wykonać projektu? Bo przyszła zima. A czemu zaczęto przed zimą? Bo ruszył autobus i coś trzeba było zrobić. Urzędnicy przekonują, że przez ponad trzy miesiące oznakowanie jezdni nie miało żadnego znaczenia, bo przecież i tak przykrywał je śnieg.

Witold Gałązka, GW Katowice

Jesteś osobą wrażliwą na sprawy publiczne, obejrzałeś ciekawą wystawa, byłeś na ciekawym koncercie, sztuce teatralnej, zawodach sportowych lub innej imprezie, posiadasz ciekawe fotografie, zbiory, kolekcje i chcesz się podzielić tym z innymi - my postaramy się to opublikować. Napisz do nas